#12 Chris Beckett – Ciemny Eden

Eden to zimna, wiecznie spowita mrokiem planeta, do której nie dociera światło żadnej gwiazdy. Na jej powierzchni próbuje przetrwać pięciuset trzydziestu dwóch członków społeczności nazywanej Rodziną. Kilka pokoleń wcześniej pięcioro astronautów odwiedziło Eden i ze statku Buntownik zeszło Lądownikiem na powierzchnię planety. Lądownik jednak uległ bliżej nieokreślonemu uszkodzeniu i tylko trójka z nich mogła powrócić nim na Buntownika, a na jego pokładzie dalej na Ziemię. Powracający na rodzinną planetę obiecali jednak przysłać z Ziemi pomoc i uratować porzuconych towarzyszy – kobietę i mężczyznę.

Członkowie Rodziny są potomkami pary astronautów, którzy kilka pokoleń wcześniej zmuszeni byli zostać i żyć w mrokach Edenu, bo obiecany ratunek nigdy nie nadszedł, ale opowieści o Ziemi i astronautach przetrwały. Na pamiątkę lądowania w dolinie zbudowano kamienny krąg, a wokół niego wyrosła złożona z wielu szałasów osada. Samą dolinę otaczają wysokie i mroźne góry, których nikt nigdy nie przebył, zwane Śnieżnym Ciemnem.

Powieść oferuje pierwszoosobową narrację polifoniczną. Głównymi bohaterami są John z klanu Czerwonióchów oraz Tina z klanu Kolczaków, choć narracja toczy się z perspektywy jeszcze kilku postaci pobocznych. Są oni członkami Rodziny, którzy niedawno weszli w dorosłość i łączy ich dość surowa przyjaźń. Wkrótce John złamie prawa Rodziny, rozbije ją i całkowicie zmieni bieg historii, a także dowie się szokującej prawdy o swojej planecie.   

Dzieło Chrisa Becketta można rozpatrywać na większej ilości płaszczyzn niż przeciętną książkę. Poza oczywistymi warstwami – wykreowanych bohaterów, stylu, narracji, czy tempa akcji – wkrada się tutaj nad wyraz oryginalna warstwa językowa, kulturowa i socjologiczna, ponieważ życie mieszkańców Edenu jest o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.   

Na pochwałę zasługuje przede wszystkim aspekt światotwórczy. Chris Beckett nie tylko wykreował oryginalne miejsce akcji, ale też postarał się przedstawić je wiarygodnie jako dowód zupełnie innego toku ewolucji. Widać, że autor zadał sobie pytanie, jaki kierunek mogłoby obrać życie na pozbawionej cyklu dnia i nocy planecie. Mimo braku światła słonecznego, na Edenie istnieją zróżnicowane rośliny i zwierzęta i naturalnie są one odmienne od ziemskich, choć autorowi nie udało się uniknąć pewnych uproszczeń w tej materii. Edeńskie rośliny emitują światło i ciepło, a ich plony są jadalne, co w dużej mierze pomaga mieszkańcom planety przetrwać, a opisy fauny i flory to pokaz doskonałych umiejętności literackich w zakresie operowania światłem i cieniem.

Technologicznie Edeńczycy tkwią w czymś zbliżonym do epoki kamienia – umieją rozniecić ogień, żyją ze zbieractwa i łowiectwa, potrafią wytwarzać nieskomplikowane kamienne narzędzia, broń z kości, ubrania ze skór zwierząt, obrabiać drewno i budować proste łodzie do pływania po jeziorach, lecz nie żeglowania po morzach. Z opowieści o astronautach znają metal, ale nie potrafią go na Edenie odnaleźć, ani też nie byliby w stanie go obrobić. Przy tym wszystkim wiedzą, że gatunek ludzki pochodzi z planety o nazwie Ziemia, na której jest światło, a Rodzina wzięła się od pary ludzi, którzy spadli z nieba na łodziach pływających między gwiazdami, ludzi, którzy przebyli kosmos, zeszli na Eden „Lonem Downikiem” (lądownikiem), mieli „lewizję” (telewizję), py-ront (prąd) „radyjo” (radio) i mogli wołać nim przez całe niebo. Ponadto mieli szałasy wysokie jak skały (domy, bloki mieszkalne), a w tych szałasach byłe inne szałasy (pokoje). A gdy chcieli gdzieś pójść, to wsiadali do auta, które samo jechało na kołach, jak żywe.  

Doskonale w narracji uwidacznia się zderzenie elementów zaawansowanej ziemskiej cywilizacji technicznej, podanej niekiedy w formie podań czy legend, ze światopoglądem i kulturą poddanych regresowi członków Rodziny. Widoczne też jest, jak zniekształcają się nazwy ziemskich wynalazków, bo Edeńczycy, choć znają ideę pisma, to są kulturą praktycznie niepiśmienną, nie korzystają z pisma, bo brakuje im materiału do pisania i przyborów piśmienniczych. W całej społeczności tylko jedna osoba jako tako potrafi pisać – Sekret Tarka (sekretarka).

Ponadto w kwestii języka: Edeńczycy nie znają wielu słów, które znali Ziemianie i nie są to wcale słowa związane z technologią. Dość dobrym i łatwym do zaobserwowania przykładem jest brak wyrazu „bardzo”. Kiedy Edeńczycy chcą powiedzieć, że jest bardzo zimno, to wypowiadają słowo „zimno” dwukrotnie. Jeśli jest jeszcze zimniej, wypowiadają je trzykrotnie. Im więcej razy powtarzany jest dany przymiotnik, tym silniejsze jest dane zjawisko czy zdarzenie lub ich oddziaływanie. Niech za przykład posłuży to zdanie: „Nic nie było o nim wiadomo, tylko że wysoko wysoko, ciemno ciemno i zimno zimno zimno, i że tam jest źródło wszystkich strumieni…” Powtarzanie przymiotników jest w pewnym sensie świadectwem tego, jak ubodzy leksykalnie są mieszkańcy Edenu. A z uwagi na to, że narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z perspektywy bohaterów, to sam proces czytania jest niezwykle łatwy.

Przedziwne rzeczy się dzieją, kiedy prosty język mieszkańców Edenu spotyka ziemską myśl technologiczną lub kulturę. Ludzie, którym brakuje odpowiedniego słownictwa i systemu pojęć, na swój prosty sposób próbują opisywać cuda ziemskiej technologii, jak wyżej wspomniany przykład radia, którym ludzie mogli wołać przez całe niebo. Ponadto sama powierzchnia mrocznej planety i warunki, jakie na niej panują, też kształtują to w jaki sposób mieszkańcy Edenu myślą i mówią. W ich systemie pojęć nie istnieje „dzień”, bo naturalnie na Edenie nie ma światła gwiazdy. Słowo „dzień” zastąpiło słowo „wstanie”, oznaczające wybudzenie ze snu. Odkrywanie językowego wszechświata mieszkańców Edenu stanowi dziwaczne, acz bardzo interesujące doświadczenie.     

Autor popisał się również na płaszczyźnie kulturowo-socjologicznej, opisując w sposób bardzo szczegółowy zasady, na jakich funkcjonuje Rodzina. Znajdziemy w książce Becketta mnóstwo wzmianek o zwyczajach, tradycjach, hierarchii społecznej, obowiązkach i obrzędach. Dowiadywanie się, jak działa ta społeczność, jest równie interesujące, co zagłębianie się w oryginalną warstwę językową. W związku z tym czytanie „Ciemnego Edenu” jest unikatowym doświadczeniem czytelniczym.

Beckett nie przeoczył też kwestii genetycznych. Ze względu na niską pulę genów – fakt, że wszyscy mieszkańcy Edenu wywodzą się od jednej pary – pośród członków Rodziny częste są mutacje genetyczne, różnorakie defekty fizyczne i psychiczne oraz poronienia. Kwestie te również przedstawione zostały przez autora w szerszym kontekście społecznym i psychologicznym. W Rodzinie panuje całkowita wolność seksualna, ale to kobiety decydują, z kim chcą się ślizgać (uprawiać seks). Niepełnosprawni i zdeformowani nie cieszą się powodzeniem wśród zdrowych członkiń Rodziny, a więc mężczyźni ci spychani są poniekąd na margines. Wolność w relacjach seksualnych skutkuje też tym, że zawsze wiadomo, kto jest matką, ale ojcem już niekoniecznie. „Instytucja” ojca prawie nie funkcjonuje.      

Autor w pewnym sensie sięgnął po temat kulturowej, socjologicznej i technologicznej apokalipsy, wynikającej z cichego i niewidzialnego załamania się filarów człowieczeństwa wskutek konfrontacji istot ludzkich z obcym, dzikim i  skrajnie nieprzyjaznym środowiskiem. Innym problemem poruszanym przez „Ciemny Eden” są przemiany społeczne i kulturowe na tle rosnącego znaczenia postępowości oraz coraz słabszego przywiązania do tradycji. Przemyślenia młodego głównego bohatera – którego postępowanie można często nazwać makiawelicznym – oscylują wokół tematu nowe kontra stare i wkrótce prowadzą do śmiałych czynów, a te zaś do szeregu tragicznych wydarzeń, które potrząsną zbudowaną na zasadach fundamentalizmu Rodziną. Autor nie zabiera jednak głosu w konflikcie nowe – stare, nie wartościuje, nie narzuca swojego punktu widzenia, dając czytelnikowi dużą swobodę.

Za to w dość trafny sposób Beckett krytykuje model patriarchalny. Po pierwsze podaje w wątpliwość moralność postępków głównego bohatera. Postępki te, choć podparte są szlachetnymi motywacjami, są złe i egoistyczne. Ponadto na dalszym etapie opowieści autor konfrontuje dwie męskie, silne sylwetki, reprezentujące destrukcyjne postawy. Krytykę patriarchatu można właściwie zamknąć w jednym, ale bardzo dobitnym zdaniu, które wypowiada jedna bohaterek: „Uważajcie na mężczyzn, którzy chcą ze wszystkiego zrobić historię, która jest tylko o nich i o nikim innym.”

„Ciemny Eden”, mimo bycia bardzo dobrą książką, doskonałym studium socjologiczno-kulturalnym poddanej regresowi ludzkiej cywilizacji, nie jest przyjemną lekturą, bo opowiedziane przez autora wydarzenia w dużej mierze są smutne, przytłaczające lub wręcz tragiczne. Powieść Becketta doskonale wpisuje się w skłaniający do refleksji nurt socjologicznej fantastyki naukowej.

Autorem polskiego – moim zdaniem bardzo udanego – przekładu jest Wojciech Próchniewicz. „Ciemny Eden” zdobył nagrodę imienia Arthura C. Clarke’a w kategorii najlepsza powieść sci-fi (2013). Książka znakomicie przyjęła się w Wielkiej Brytanii, trochę gorzej w Stanach Zjednoczonych. W Polsce ukazała się w ramach serii „Uczta Wyobraźni” Wydawnictwa MAG. Historia planety Eden rozplanowana jest na trzy tomy. Kiedy piszę te słowa, drugi tom, „Matka Edenu”, został już wydany, a trzeci, „Córka Edenu”, najprawdopodobniej znalazł się już w planie wydawniczym. 

„Ciemny Eden” to znakomita socjologiczna fantastyka naukowa, eksplorująca temat w nieco odmienny sposób. Powieść nie zabiera nas w przyszłość, jak większość utworów, lecz poniekąd w przeszłość, bo oferuje czytelnikowi obserwacje życia poddanej regresowi cywilizacji. Zestawia tę cywilizację z pamięcią o Ziemi i jej technologią.  

To lektura dla osób, które ponad wartką akcję cenią sobie język, aspekt światotwórczy i wątki kulturowo-socjologiczne. Czytelnicy spragnieni solidnej intelektualnej rozrywki, refleksji, wymagający od autora wiarygodności i pomysłowości powinni poważnie się zastanowić nad sięgnięciem do twórczości Becketta, bo ta powieść oferuje znakomite doświadczenie czytelnicze i zostaje w pamięci bardzo długo. 

Betowała Sandra z http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/

Źródła

1. Becket C. Ciemny Eden. Warszawa, 2014.

2. https://en.wikipedia.org/wiki/Dark_Eden_(novel)  

#11 Orson Scott Card – Gra Endera

 
Zbliża się międzygwiezdna wojna między ludźmi a obcą cywilizacją. Ludzkość przygotowuje swoją ostateczną broń, a jest nią sześcioletni chłopiec z zadatkami na geniusza wojskowego. Od niego zależeć będzie, jak potoczą się losy ludzkiej rasy. Z powodu przeludnienia panuje zasada, że nie wolno mieć więcej niż dwójki dzieci. Ender Wiggin jest trzecim genialnym dzieckiem pewnego małżeństwa. Jego starsze rodzeństwo – Peter i Valentine – również przejawiało geniusz, ale nie zakwalifikowało się do roli stratega wojskowego, ponieważ brat okazał się sadystą, a siostra miała zbyt dużo empatii. Pewnego dnia do domu państwa Wigginów przychodzi oficer Międzynarodowej Floty i proponuje ich najmłodszemu synowi rozpoczęcie edukacji w Szkole Bojowej. Nauka ma rozwinąć ukryte talenty chłopca i przygotować go do obrony ludzkości w przyszłości.

#10 Herbert George Wells – Wojna Światów


„Wojna Światów” (1898) pióra Herberta Georga Wellsa to, zaraz obok dzieł Juliusza Verne’a, jedna z pierwszych fantastyczno-naukowych powieści. Verne nie jest jednak jedynym prekursorem gatunku. Warto wymienić tu także dzieło Enrique Gaspara y Rimbau „El anacronópete” o urządzeniu, pozwalającym na podróże w czasie a także „Frankensteina” Mary Shelley. „Frankenstein” poruszał problem wyższości techniki ponad boskim dziełem stworzenia i eksplorował temat odmienności. Dzieło Wellsa natomiast prezentuje zderzenie dwu cywilizacji w sytuacji konfliktowej.     

#9 Ray Bradbury – 451° Fahrenheita


Proza Bradbury’ego zabiera czytelnika w bliżej nieokreśloną przyszłość, w której Stany Zjednoczone stały się supermocarstwem i zwyciężyły w kilku bezsensownych wojnach nuklearnych, a dzięki licznym dobrodziejstwom technologii stały się niemal nietykalne. Totalitarny rząd po cichu podporządkował sobie obywateli, doprowadzając do ich infantylizacji, a dokonał tego poprzez zdegradowanie pozycji intelektualizmu, zakazanie książek oraz dzięki środkom masowego przekazu – głównie interaktywnej telewizji i radiowej propagandzie.

#8 Walter Tevis – Przedrzeźniacz

 
Czy potrafisz wyobrazić sobie świat, w którym niema niemal niczego, co kiedyś było ci znane? Świat, w którym łatwiej jest oblać się benzyną i podpalić niż dalej żyć? Nie? To zapraszam.

Na Ziemi pozostało niespełna dwadzieścia milionów ludzi. Niemal nie ma już muzyki, sztuki, sportu, ani relacji międzyludzkich, bo nikt ich nie potrzebuje. Książki idą na przemiał, a posiadanie ocalałych egzemplarzy jest prawnie zakazane i karane więzieniem. Ludzie nie znają miłości, nie rodzą się nowe dzieci. Dotyk albo zwykła rozmowa to pogwałcenie Zasady Prywatności, a pożądanie seksualne jest obrzydliwą zbrodnią. Prawie nikt nie potrafi ani czytać, ani pisać, a obecnie żyjący ludzie wychowywani są w specjalnie zaprojektowanych internatach, po których ukończeniu nie wiedzą nic o prawdziwym życiu, ani dawnych czasach. Nikt już nie potrzebuje piękna, wrażliwości, ani wrażeń estetycznych. Wystarczy syntetyczne jedzenie, gadające głowy w telewizji i narkotykowy odjazd, pomagający wymazać sprzed oczu obraz szarej rzeczywistości. Za wszystkim stoją stworzone przez człowieka roboty. Początkowo były towarzyszami i pomocnikami, ale z biegiem lat, z powodu lenistwa ludzie zaczęli powierzać im coraz więcej obowiązków i odpowiedzialnych zadań, tym samym stopniowo i nieświadomie zbywając się władzy. W końcu doszło do tego, że zapomniano, kto komu miał służyć i nastał nowy porządek.

Bob Spofforth jest najdoskonalszą maszyną, jaką kiedykolwiek stworzył człowiek, androidem Marki Dziewięć i pragnie tylko jednej rzeczy – własnej śmierci. Do tranzystorowego mózgu wraz z inteligencją i osobowością twórcy przeszczepiono mu także depresję, na którą cierpiał pierwowzór. Robert nie może jednak popełnić samobójstwa, bo uniemożliwia mu to zaimplementowane oprogramowanie. Android dzień po dniu mierzy się z nielubianą funkcją dziekana na nowojorskim uniwersytecie, a życie mija mu na obserwowaniu odurzonych soporami studentów, co spycha go w jeszcze głębszą melancholię. Pewnego dnia nadchodzi zmiana, Bob spotyka uzdolnionego młodego człowieka – Paula Bentleya, który samodzielnie nauczył się dawno zapomnianej sztuki czytania. Spofforth zleca Bentleyowi analizę napisów na niemych filmach, które stanowią dla młodego człowieka narzędzie poznawcze, prowadzące do przemyśleń i niepokojącej refleksji nad światem. Pewnego razu Paul odwiedza ogród zoologiczny i tam poznaje ukrywającą się przed robotami Mary Lou, która nie zażywa soporów. Wkrótce Paul i Mary zapałają miłością do literatury, muzyki, sztuki oraz do siebie nawzajem, mimo, że jest to prawnie zakazane i karane więzieniem.

„Przedrzeźniacz” to deprymująca historia o przyszłości, w której ludzkość przez własną głupotę i lenistwo utraciła tożsamość, pamięć o przeszłości oraz człowieczeństwo na rzecz wegetatywnej egzystencji, wypełnionej prostackimi rozrywkami. W umierającym świecie zagubionych idei kres ludzkości położony zostanie cicho i możliwie bezboleśnie. Ale czy na pewno?

Tevisowi dobrze udało się sportretować opustoszałą Amerykę i uchwycić smutek oraz melancholię, jakie z tej pustki zioną. Pustki, będącej świadectwem upadku ludzkości. Ponadto autor w umiejętny sposób skonfrontował człowieka z maszyną. Czy android Bob Spofforth, obdarzony emocjami i intelektem osoby z dawnych czasów nie jest momentami bardziej ludzki, niż mijani przez niego mieszkańcy Nowego Jorku, wiecznie naszpikowani soporami, żądni prostych rozrywek? I co to w ogóle znaczy w wizji Tevisa „być człowiekiem”? To pytania, na które każdy może sobie w czasie lektury już samodzielnie odpowiedzieć.

Świetnie wypada wątek humanistyczny. Paul i Mary Lou dzięki książkom i innym przejawom ludzkiego natchnienia poznają dawny, utracony dla nich na zawsze świat i w tym procesie poznawczym jest coś mistycznego. Z punktu widzenia odbiorcy – czytanie o tym, jak Paul wspólnie z Mary Lou próbują odgadnąć czym były, na przykład wiersze i po co je pisano ma w sobie jakiś osobliwy pierwiastek. Para kochanków jest trochę jak archeolodzy, odkopujący kolejne relikty pogrążonej w upadku cywilizacji i Tevis znakomicie oddał nastrój, a także emocje towarzyszące bohaterom w tychże momentach. Z tego humanistycznego wątku wyłania się moim zdaniem refleksja autora nad czasami, w których żył oraz pytanie, czy przyszłość; proste rozrywki, pęd życia, różnorakie przemiany społeczne nie odbiorą nam trudniejszej w recepcji i wymagającej większego zaangażowania literatury czy sztuki oraz zawartego w nich piękna.

Sądząc po innym dziele tego autora, powieści „Człowiek, który spadł na Ziemię”, Walter Tevis chyba nie spodziewał się po nas – ludzkości – że uda nam się wejść w dwudziesty pierwszy wiek. Jego wizje są bardzo negatywnie nacechowane, a ludzkość przedstawiana jest w nich jako nierozgarnięte małpy, siedzące na beczce z prochem, bawiące się zapałkami. Tevis pisał o rzeczach niewątpliwie strasznych, ale w zaskakująco subtelny sposób, jakby potrafił powściągnąć chęć do epatowania przemocą, czy skrajnie negatywnymi emocjami.

Widoczne w „Przedrzeźniaczu” są podobieństwa do powieści „Nowy Wspaniały Świat” Aldousa Huxleya, ponieważ wizje obu autorów wychodzą od idyllicznych przesłanek, które z czasem zgniły w antyutopię, bo coś, gdzieś po drodze poszło nie tak. Obaj pisarze uwzględniają w swoich książkach takie elementy jak będące drogą do eskapizmu narkotyki, proste hasła, które zastępują ludziom idee lub wyznaczają zasady życia społecznego, czy wreszcie presję społeczną na nieokazywanie emocji. Tevisa i Huxleya odróżnia to, co pojmowali za zagrożenie. Huxley wskazywał na genetykę, socjotechnikę i eugenikę, przestrzegał przed społeczeństwem centralnie planowanym, organizowanym przez stojące u szczytu drabiny społecznej elity. Autor „Przedrzeźniacza” natomiast swe spojrzenie skierował ku robotyce, sztucznej inteligencji, rozwojowi techniki oraz degradacji środowiska naturalnego. Dość wyraźnie z wizji Tevisa wyłania się też ostrzeżenie, że przyszłość może być zagrożeniem dla tradycyjnych wartości – które przecież stoją u podstaw naszej cywilizacji – a także gwoździem do trumny szeroko pojętego humanizmu. Im dalej w przyszłość, tym mniej ludzcy możemy się stać – przestrzega autor – co doskonale widać w aspekcie światotwórczym, do którego Tevis musiał przywiązywać wielką wagę. Autor przestrzega także przed piekłem analfabetyzmu i ogłupieniem prostymi rozrywkami. „Przedrzeźniacz” fantastycznie pokazuje również, jak łatwo władzy jest wziąć w posiadanie tępą, niewykształconą, szarą masę i zrobić z nią cokolwiek się chce, bo głupców łatwiej jest wodzić za nos.   

Powieść oferuje w pewnym sensie synkretyzm gatunkowy na płaszczyźnie estetycznej. Zasadniczo cała opowieść ma bardzo antyutopijny charakter, ale niekiedy elementy scenerii budzą silne skojarzenia do postapokaliptycznego krajobrazu; opustoszałe miasta i drogi, domy, mieszkania, sklepy pełne różnych artykułów. Na pewnym etapie lektury pojawia się zamknięta, ortodoksyjna społeczność katolicka, skupiona wokół zdobycznego egzemplarza biblii. Zbieraniny ludzi, poszukujące pocieszenia w świętej księdze w dniach ostatecznych to też motyw z nurtu postapokaliptycznego, całkiem dobrze w „Przedrzeźniaczu” pasującego.

Książka nie jest gruba, ale ze względu na styl, wykreowane uniwersum i postacie czyta się świetnie. Warto nadmienić, że bohaterowie zostali dość mocno uproszczeni. Na tak niewielkiej liczbie stron niemożliwym byłoby wspięcie się na wyżyny prawdziwych psychologicznie portretów, więc autor uczynił bohaterów orędownikami konkretnych postaw lub idei.

Myślę, że nawet nie będąc miłośnikiem gatunku, warto sięgnąć po tę książkę ze względu na zawarte w niej refleksje na temat moralnej kondycji ludzkości i przesłanie, że bez pamięci o przeszłości, zagubimy się w przyszłości.


Źródła

1. Tevis W. Przedrzeźniacz. Warszawa, 2015. 

2. https://en.wikipedia.org/wiki/Mockingbird_(Tevis_novel)

3. https://en.wikipedia.org/wiki/Walter_Tevis 

#7 Aldous Huxley – Nowy Wspaniały Świat

„Nowy Wspaniały Świat” to opowieść o cudownym i przerażająco idealnym w każdym aspekcie państwie nazywanym Republiką Świata, która to Republika funkcjonuje według trzech zasad; identyczności, wspólnoty i stabilności. Aby funkcjonowanie państwa podług tych reguł mogło stać się możliwe wcielono w życie plan eugeniczny, który pozwala klonować oraz dosłownie hodować ludzi o pożądanych zespołach cech psychofizycznych. Skutkuje to wytworzeniem jednostek o predeterminowanym przeznaczeniu społecznym. Ażeby utrzymać konkretne zbiorowości w ryzach wyznaczonej długo przed ich narodzinami roli społecznej stosuje się socjotechnikę i wspomaganie farmakologiczne. 

#6 George Orwell – Rok 1984

Powieść Georga Orwella, a właściwie Erica Arthura Blaira, wpisuje się w szeroko pojmowany gatunek fantastyki naukowej, bo przynależy do podgatunku fikcji politycznej. „Rok 1984” może być klasyfikowany także jako antyutopia bądź dystopia, ponieważ prawdopodobnie powieść była wynikiem refleksji autora, obserwującego rozpad świata na dwa bloki: wschodni i zachodni, który nastąpił po zakończeniu drugiej wojny światowej. Orwell znany był jako zagorzały antykomunista, więc jest duże prawdopodobieństwo, że chciał swoim dziełem dopiec czerwonym, przez co zresztą miał duże problemy ze znalezieniem wydawcy. George Orwell bowiem w swoich książkach, a także tekstach prasowych ostro i otwarcie krytykował komunizm, co wówczas mogło być nie w smak wielu ludziom książki i czasopism, bo psuło lub psułoby delikatne stosunki polityczne, jakie nastały między wieloma państwami po zakończeniu drugiej wojny światowej.    

#5 Frank Herbert – Diuna

Akcja rozgrywa się w dwudziestym czwartym tysiącleciu, a jej miejscem jest pustynna planeta Arrakis – potocznie nazywana Diuną (w oryginalne Dune, czyli wydma). Mimo swojego surowego i nieprzyjaznego klimatu planeta stanowi najważniejszy ośrodek w znanym wszechświecie, ponieważ znajdują się na niej i (tylko na niej) złoża melanżu. Melanż w tym przypadku to nie mocno zakrapiane alkoholem spotkanie towarzyskie, lecz niezwykła substancja woniejąca podobnie, co cynamon, która daje każdemu, kto ją spożywa niesłychanie długie życie i dar jasnowidzenia. Jest też silnie uzależniająca, a jej przedawkowanie może skończyć się tragicznie. Melanż stanowi wartość między innymi dla mającej monopol na podróże międzygwiezdne i międzyplanetarne Gildii Kosmicznej. Dzięki jasnowidzeniu, będącemu następstwem spożycia melanżu, piloci Gildii mogą bezpiecznie nawigować w przestrzeni kosmicznej. Istnienie melanżu powiązane jest z czerwiami pustyni – formami życia podobnymi do ziemskich pierścienic, osiągającymi rozmiary od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Naturalnie czerwie stanowią poważne zagrożenie dla wszystkich ludzi, którzy zapuszczają się na pustynię lub pracują przy wydobyciu przyprawy. Zaraz obok melanżu innym cennym surowcem na Arrakis jest woda, której ze względu na pustynny klimat planety zawsze brakuje.

#4 Peter Watts – Ślepowidzenie

 
W 2082 roku ludzkość dowiaduje się o istnieniu życia pozaziemskiego. Wysłany ku Ziemi rój obcych sond spala się w atmosferze, ale udaje się wykryć sygnał radiowy, nadawany z Pasa Kuipera przez jakiś tajemniczy obiekt. Na jego spotkanie rusza ekspedycja na pokładzie statku kosmicznego Tezeusz, który dowodzony jest przez wampira – Jukkę Sarastiego. Głównym bohaterem i narratorem jest Siri Keeton, człowiek, który z powodu poważnej operacji mózgu utracił zdolność do odczuwania zdecydowanej większości emocji, ale za to stał się bardzo dobrym „syntezatorem”. Przy wsparciu cybernetycznych implantów Siri potrafi obiektywnie odczytywać intencje innych i bezstronnie je oceniać, przez co zdaniem organizatorów misji stanowić będzie wartościowy dodatek do załogi Tezeusza. Jego zadaniem jest monitorować poczynania wykwalifikowanej ekipy statku i przekazywać postępy do kontroli misji na Ziemi. Nie wszystkim jednak obecność syntetyka jest w smak. 

#3 John Brunner – Na Fali Szoku


Powieść Johna Brunnera to dziś już klasyczny przykład technologicznej dystopii, świata, gdzie każdy ruch obywatela jest bacznie śledzony przez rząd, przy pomocy dobrze pomyślanego aparatu państwowego – w tym wypadku rozbudowanej struktury teleinformatycznej. Jest to wręcz modelowy przykład na ukazanie mrocznej strony technologii komputerowej czy informacyjnej, jako narzędzia, któremu ludzie dobrowolnie zaprzedali wolność. Interesującym jest, że w powieści mocno zarysowują się elementy cyberpunkowe – opresyjny rząd, technologia wymierzona przeciw ludziom i jej demoralizujący wpływ – mimo, że gatunek ten wykrystalizował się dopiero w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, dzięki wysiłkom Williama Gibsona, Bruce’a Sterlinga czy też Rudolfa Ruckera i kilku innych autorów. Powieści Brunnera można jednak przyznać, że położyła pierwsze fundamenty pod cyberpunk, powołując do życia dzisiaj powszechne w tym gatunku motywy.

#2 Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi



Narracja powieści skupia się na wydarzeniach, które nastały na Ziemi po wizycie obcej cywilizacji. Nie wiadomo kim byli przybysze, ani po co przylecieli, ale ich przelotna obecność brzemienna jest w katastrofalne konsekwencje. Sześć Stref Lądowania uległo dramatycznej transformacji, zmieniając się w miejsca niegościnne z powodu naginających prawa biologii i fizyki anomalii. Anomalie stanowią poważne niebezpieczeństwo dla człowieka, bo całkowicie unicestwiły lokalną florę i faunę. Z powodu zagrożeń wstęp do Stref jest ograniczony i tylko pracujący na miejscu naukowcy z Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Pozaziemskich mają do nich legalny dostęp. Badania prowadzone nad Strefami nie przynoszą jednak sensownych rezultatów, bo ludzka myśl technologiczna nie jest w stanie ogarnąć szeregu nienaturalnych zjawisk pozaziemskiego pochodzenia oraz elementów technologii obcej cywilizacji. Kwitnie za to pokątny handel artefaktami – przedmiotami wynoszonymi w tajemnicy ze Stref przez stalkerów. W powieści prześledzimy losy jednego z nich.


#1 William Gibson – Neuromancer

 
Niegdyś Case był jednym z najlepszych kowbojów cyberprzestrzeni, ale pewnego dnia wykonując zlecenie postanowił oszukać swoich mocodawców. Ukarano go, wstrzykując neurotoksynę, która uniemożliwia podłączanie umysłu do komputera. Case traci swoje dotychczasowe życie, pracę, a także zostaje skazany na uwięzienie we własnym ciele, stacza się w narkotyki i staje się ledwie cieniem człowieka, którym był kiedyś. Pewnego dnia zgłasza się do niego tajemnicza grupa osób, obiecując mu powrót do dawnej formy w zamian pomoc w wykonaniu zlecenia.

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwatorzy